You are not connected. Please login or register

Jacqueline Antoinette de Rais

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down  Wiadomość [Strona 1 z 1]

1 Jacqueline Antoinette de Rais on Sro Paź 19, 2011 7:14 pm


Jacqueline Antoinette de Rais

Imię i nazwisko: Jacqueline Antoinette de Rais
Wiek i data urodzenia: 13.04.1994r.
Specjalna rasa: brak
Płeć: Kobieta
Specjalne zdolności: jasnowidzenie
Różdżka: Pióro Feniksa, Cis, 11 i 1/4, giętka
Miejsce urodzenia: Paryż
Czystość krwi: Czysta
Klasa: IX
Dom: Floupapillon/kierunek Wróżbiarski
Charakter: Kiedyś było beztrosko i spokojnie. Wszystko wydawało się proste i możliwe do wykonania. Trzeba było tylko tego chcieć, tylko pragnąć i już się to miało. Ale… wszystko rozwiało się jak senne marzenie, które już od początku nie miało miejsca w realnym świecie. Kiedy zamkniesz ptaka w klatce, przestanie śpiewać. Kiedy zdejmiesz optymiście różowe okularki, przejrzy na oczy i zejdzie na ziemię, by wtopić się w tłum realistów, bądź powiększającą się coraz bardziej i bardziej grupkę pesymistów. Jeśli zabierzesz człowiekowi nadzieję – przestanie być człowiekiem. Będzie jego nędzną imitacją. A więc… czy można o tej dziewczynie mówić jak o pełnowartościowym członku grupy ludzi?
Ileż to razy od niej samej można było usłyszeć, że jest słońcem zamkniętym w klatce zrobionej ze szkieł z filtrem UV tak mocnym, że aż wydawałoby się, iż dla świata zewnętrznego w ogóle zaniknął jego blask.
Jacqueline jest niknącym płomykiem świeczki o zapachu wrzosów. Bo wrzosy są fioletowe, a fiolet jest pełen intuicji i uczuć. Tyle że w jej przypadku są one schowane najgłębiej, jak tylko się da pod pancerzem obojętności i twardej powłoki splecionej z niedostępności oraz ogromu tajemnic. Kumulowane są w środku mimo świadomości o zbliżającym się wybuchu. Nie będę jej usprawiedliwiać, dziewczyna najzwyczajniej w świecie boi się zranienia. A co jest najlepszą bronią? Atak. Więc by uchronić się przed zranieniem – rani. I nie obchodzi jej, że druga osoba czuje się dokładnie tak samo, tylko nie ma siły na to, żeby atakować, bądź po prostu nie chce tego robić. W tej kwestii liczy się tylko ona. Niestety dla jej ofiar – nikt nie wie o tej cesze. Wmawia wszystkim, że rosnąca liczba byłych jest spowodowana chwiejnością jej uczuć, a nie świadomym ich zwalczaniem, ba! tak sądzą nawet sami eksi. Trzeba przyznać, że straszny z niej tchórz, ale jej wspaniała gra aktorska nie pozwala nikomu się o tym dowiedzieć. Dla wszystkich jest, co prawda skrytą, ale silną i niezależną dziewczyną. Ale… robi się zbyt kolorowo, a to nie na tęczę nie ma tutaj miejsca. Żaczek jest masochistką. Zarówno w sensie fizycznym, jak i psychicznym. Z nudów czy też z potrzeby poczucia dziwnej ekstazy – szkodzi samej sobie. I nie mówimy o popularnym „cięciu się”, bo to jest zbyt mało subtelne i wyrafinowane. A jak na dziewczynę z wyższych sfer przystało – nie umie żyć wśród brudu i pospólstwa, choć do osób biednych nic nie ma. Byle to nie dotyczyło jej samej. Wracając jednak – de Rais niszczy się poprzez zażywanie używek od alkoholu zaczynając, na twardych narkotykach kończąc. W dodatku jest seksoholiczką, jednak tą strasznie dbającą o to, by nie zajść w ciążę czy nie zachorować na żadne świństwo. Wydawało by się, że sam seks nie jest niczym złym, ale… właściwie to ona nawet tego nie lubi. Już dawno przestał być dla niej przyjemnością, a stał się suchym i nic nieznaczącym zajęciem. A mimo to… nie potrafi przestać, błędne koło.
Co rozumiem przez psychiczny masochizm? Nie umie przyjąć szczęścia. Ucieka przed nim, kiedy zaczyna jej się wydawać, że w końcu odkryła to, co przynosi jej radość. Albo kogoś. Najgorzej jest… najgorzej jest, kiedy już naprawdę się w kimś zakocha i nawet udaje jej się zdobyć zainteresowanie owej osoby, po czym… zamyka się na nowo. Staje się chłodna, niedostępna i nieprzyjemna, jak to bywa na co dzień i choć w środku po prostu gotuje się z rozpaczy, nie ustąpi. Nie przepuści szczęścia do siebie, bo ubzdurała sobie, że znowu ją odprawi z kwitkiem. To sprawia, że jest nie dość, że nieszczęśliwa, to jeszcze samotna i tak zmienna, że niewiele kobiet, nawet tych w ciąży, może się z nią równać.
Cięty język to jedna z jej wszelakich zalet, choć niektórzy biorą to za wadę. Najczęściej są to osoby, które nie umieją odeprzeć jej ataku, ale cii...
Dla przyjaciół…. W gruncie rzeczy jest naprawdę niezła w utrzymywaniu bliższych kontaktów z ludźmi zarówno w swoim wieku, jak i starszych. Co prawda, nie umie rozśmieszać ani się wygłupiać, ale do szczerych rozmów o tematach tak różnorodnych, jak płatki śniegu czy też pocieszania jest naprawdę idealna, chociaż to niekoniecznie jest odpowiednie słowo.
Uwielbia magię astralną. Zagłębianie się w sekrety astrologii, gwiazd i tarota to jedno z jej ulubionych zajęć i trzeba przyznać, że jest w tym naprawdę dobra. Jej horoskopy czy wróżby spełniają się niesamowicie często, przez co niektórzy się jej boją. Niesłusznie rzecz jasna, bo wróżby są najczęściej bardzo przyjemne, ale mimo wszystko... Oprócz tego… kocha grać. Nie na instrumentach, bo to akurat jest jej słabą stroną, lecz na scenie. Zdarza się i tak, że trenuje tę umiejętność w realnym życiu, wkręcając znajomych w coraz bardziej wyrafinowane sytuacje. Najdziwniejsze jest jednak to, że na scenie niemal zawsze gra role drugoplanowe. Dlaczego? Otóż jej problem tkwi w przekonaniu, iż ma jeszcze czas, by pokazać, na co naprawdę ją stać. Czy to prawda? To się okaże.

Wygląd: Cóż… można powiedzieć, że dziewczyna została hojnie obdarowana przez naturę. Wiesz, o czym mówię? No, spójrz tylko na jej piersi! Oczywiście, wiem, że one się nie liczą, ale tylko popatrz… łał. No, ale teraz już podnieś już ten wzrok, to nie wypada. Panna de Rais ma o wiele więcej do zaoferowania. Jak już mówiłem, kobiece krągłości są u niej na swoim miejscu, choć sama jest szczuplutka. No i nogi… ma bardzo długie nogi. Oczy… oczy są niebieskie, mimo że często ludzie uznają je za szare. Wiadomo, to światło inne, to znowu krzywo patrzy… czego też ludzie nie wymyślą! Ja, wpatrując się w nie, widzę błękit oceanu i, odbiegając trochę od ich koloru, niemalże szalone iskierki. Niektórzy złośliwcy mówią, że często spogląda na nich tępo, jakby jej mózg przypominał nie orzech, a cegłę, ale jakoś w to nie wierzę. Nosek ma zgrabny, choć i tu zdarzają się osoby, które upodabniają go do skoczni narciarskiej, z racji tego, iż jest trochę zadarty. Co dalej… ach tak, usta. Oj, te są nadzwyczaj pełne, kształtne oraz wprost zniewalają swoją barwą! I nie słychać tu żadnych docinek, bo naprawdę nie ma się, do czego przyczepić. Można jedynie zazdrościć. Cera? Cóż, jej odcień można podpiąć pod brzoskwiniowy. A przynajmniej tak mi się wydaje, choć słyszałem, że dziewczyna strasznie szybko się opala, więc tak naprawdę nie wiadomo, jak to z nią jest. Czasami na jej twarzyczce zdarzają się drobne defekty, jednak nauczyła się je doskonale maskować, a tak mi przynajmniej mówiła. Zapomniałem wspomnieć o włosach, zauważyłeś? Długie, gęste i kasztanowe fale, wystarczy tylko tyle i już wszystko wiadomo! Prawda, że uroczo?
Ubiera się bardzo kobieco. Jej szafa pełna jest sukienek, spódniczek, obcisłych spodni, marynarek i wymyślnych koszul w stonowanych kolorach. Obowiązkowe są również buty na obcasie, nieważne jak wysokim. Na szyi widnieje łańcuszek z połową serca, którego drugą połówkę ma, a raczej miał jej zmarły już najlepszy przyjaciel, a na lewym pośladku... tatuaż smoka.

Historia: Witaj! Pewnie zastanawiasz się, kim jestem… niewiele ci mogę o sobie powiedzieć, nawet, jeśli wydaje się to irracjonalne. Wiem, kim byłam. Jedną z tych barwnych i wyróżniających się z tłumu osób, które gonią za marzeniami nie zważając na konsekwencje swoich czynów i uśmiechających się do każdego promyka słońca, który dotknął ich ciała. Co się ze mną stało? Umarłam, po czym się odrodziłam. Mimo że w tej samej nędznej zbitce materii. Więzieniu dla ducha, zwanym ciałem. Za to duch… rozsypał się na drobne kawałeczki razem z moimi okularami, tak samo jak one gubiąc w drodze powrotnej dość istotne części. Zlepiono je siłą, by przypominały to, co wypełniało mnie wcześniej, lecz przypomina teraz nędzną imitację oryginału. Kupkę niepasujących do siebie odłamów. Mnie w krzywym zwierciadle. To zupełnie tak, jak w tych wszystkich beznadziejnych bajkach, tyle że akcja odwrócona jest o sto osiemdziesiąt stopni. Najpierw powinna być normalność i melancholia, fala nieszczęścia i na końcu błogie szczęście. W moim przypadku wykres ulega zakrzywieniu i powstaje szczęście – nieszczęście – melancholia. Taka już ironia życia. Kiedy szczęście się kończy, a zaczynają działać niepomyślne wiatry? Ach, nieważne. Zaczynam rozmyślać, a to nie jest zbyt dobre ani dla mnie, ani dla was. Jestem tu, by opowiedzieć wam o moim życiu. Moja historia, jak niemal każda, zaczyna się w szpitalu. Szarym, niczym niewyróżniającym się budynku pełnym cierpienia, walki o życie i gasnących nadziei. Pierwszym odgłosem – krzyk, pierwszym uczuciem – strach. Narodziny. Wymuszone przejście z bezpieczeństwa w miejsce pełne niewiadomych. Pierwsza, ale nie ostatnia rzecz, którą zrobiono nie pytając mnie o zdanie. Co było dalej? To, co zawsze daje złudne poczucie bezpieczeństwa – szczęśliwe dzieciństwo. Miałam przyjaciół, znajomych i przede wszystkim rodzinę. Wszyscy na jedno moje skinienie. A ja? Ignorując tych, którym na mnie zależało wplątałam się w obcy dotąd labirynt używek. Miałam wtedy 14 lat, dość wcześnie zaczęłam, prawda? No cóż, czasami człowiek się myli, popełnia ogromne błędy, z których zdaje sobie sprawę dopiero, kiedy jest już za późno. Przesadziłam. Niestety. Moja głupota boli mnie aż do dzisiaj, ale każde kolejne wydarzenie mojego życia sprawia, że złe wspomnienia się zacierają. Nie chcę tego. Chcę pamiętać, żeby drugi raz nie wpaść w to samo bagno. A jednak ciągle łapię się na tym, że chwytam po alkohol czy narkotyki. Wracając jednak do przeszłości… Zapadłam w świat dotąd mi nieznany. Nikt do końca nie potrafi wyjaśnić tego, co tak naprawdę się stało. Diagnoza na dziś dzień – przedawkowanie. Jednak za nią, w nawiasie jest maleńki znak zapytania. Bo nikt, nawet ja sama, nie ma pojęcia, czemu zapadłam w śpiączkę. Wychodzę z założenia, że tak chciał Bóg. Może go czymś zraniłam, może chciał mnie naprowadzić na dobrą drogę, tego nie wiem. Zaświaty nie są takie, jakimi miałyby być według większości ludzi. Nie ma łąki, słońca, kwiatów ani króliczków. Na początku nie ma niczego. Dostajesz szary i pusty pokój, w którym jedynym przedmiotem jest szklana klepsydra, odliczająca biegnący czas. Dostajesz możliwość stworzenia wszystkiego, o czym pomyślisz. Możesz dać upust swojej blokowanej przez te wszystkie lata wyobraźni. Jak wyglądał mój pokój? Pozostał w tej samej formie, w jakiej zastałam go na początku. Jedyną zmianą było pojawienie się ramki ze zdjęciem mojej rodziny. Moim jedynym zajęciem było wpatrywanie się w zakrzywione szkło klepsydry. Spoglądając w nie, widziałam moją pogrążoną w żałobie rodzinę oraz czuwających przy moim łóżku przyjaciół. Z biegiem czasu te obrazy zaczęły się oddalać, w końcu zamieniając się w zwykłe ziarenka piasku, spadające po kolei wgłęb morza swoich sióstr. Pewnego dnia z przerażeniem pchnęłam klepsydrę, która rozbiła się na drobny mak z okrzykiem rozpaczy. Mówiono mi, że moje ciało nie jest materialne. Że jestem jedynie duchem, cieniem swojej dawnej osoby. Jednak w tamtym momencie krwawiłam. Metaliczna woń czerwonawej mazi rozprzestrzeniła się po pomieszczeniu, roznosząc wokoło wesołe westchnienie. Wtedy wszystko zaczęło blaknąć. Odłamki szkła zniknęły razem z podłogą. Spadałam. Pęd powietrza roztrzaskał mojego ducha tak samo, jak wcześniej ja roztrzaskałam klepsydrę. Wreszcie, ostatkami świadomości zarejestrowałam swoje puste ciało. Więzienie, do którego teraz znowu mnie zamykano. Próbując pochwycić chmury, powstrzymywałam się przed nieuniknionym. Po chwili już patrzyłam na świat swoimi oczami i patrząc na rozjaśniające się twarze bliskich mi osób załkałam z rozpaczy. Nigdy nie zapomnę poczucia straty, jakie mnie wtedy uderzyło. Pewnie nie bardzo wiecie, dlaczego. Przecież nie skorzystałam z danej mi okazji, nie zmieniłam swojego życia po życiu w bajkę. Chodzi o to, że gdybym tylko tego chciała – mogłabym to zrobić. A teraz zabrano mi tą możliwość. Sprawiono, że na powrót zostałam ograniczona. Nie pasuję nigdzie. Ani do świata żywych, ani umarłych. A ani w tym, ani w tym świecie nie liczą się półśrodki. Albo w nim jesteś, albo nie. Muszę zdecydować, gdzie chcę być, gdzie egzystować. Ale… nie umiem wybrać. Zostanę więc na samym środku, popadając w depresję i poddając torturom swoje ciało, czym oddalę się od świata żywych, a otrę o świat umarłych oraz usilnie starając się przeżyć, by nie dostać się do zaświatów. Jestem głupia. Strasznie głupia. Ale nie potrafię zmądrzeć. Po prostu egzystuję. Życie nie jest mi dane. Może tak chciał Bóg? Skoro tak, to nie jest miłosierny, a okrutny. Zabił mnie, więc ja zabiłam tą cząstkę jego osoby, która żyła we mnie. Oko za oko, ząb za ząb. Mam w dupie, że to niezgodne z wiarą. Mam w dupie wiarę i jego. Odegram się. Jeszcze mnie popamięta.
Ciekawostki:
♣ Umie porozumiewać się po angielsku, włosku oraz hiszpańsku.
♣ Nienawidzi świąt Bożego Narodzenia
♣ Codziennie rano wychodzi pobiegać
♣ Nie potrafi zwinąć języka w trąbkę
♣ Uwielbia się wyróżniać
♣ Codziennie przed snem 10 razy przejeżdża szczotką po włosach. Nie mniej, nie więcej, tylko 10 razy. Tyle też dni leżała nieprzytomna.
♣ Ma lekkiego fioła na punkcie swoich ust. Dba o nie, jak o nic innego na świecie.
♣ Zbiera opakowania po tabliczkach czekolady, przy okazji coraz bardziej popadając w uwielbienie do nich (tabliczek czekolady, nie opakowań).
♣ Ma myśli samobójcze
♣ Ma wenerofobię oraz tokofobię
♣ Uwielbia mugolski żużel
♣ Kiedyś regularnie chodziła do psychiatry – teraz przestała, bo a) nie pomagało b) było nudno c) jest śmierdzącym leniem
♣ Umie kłamać prosto w oczy, po czym nie ma żadnych wyrzutów sumienia.

Przynależność: Elita; Ścigająca w drużynie Quidditcha

Sława wykorzystana na avatarze:Laura Schuller

Kamień filozoficzny



Ostatnio zmieniony przez Jacqueline de Rais dnia Pią Paź 21, 2011 5:48 pm, w całości zmieniany 1 raz

Zobacz profil autora

2 Re: Jacqueline Antoinette de Rais on Pią Paź 21, 2011 10:55 am

Użyłaś w opisie wyglądu bodajże "Panna Morello", w charakterze "Morelka" i zastanawia mnie czy to jej pseudonim, czy jakaś pomyłka?
Ogólnie akceptuję.

Zobacz profil autora http://beauxbatons.ace.st

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry  Wiadomość [Strona 1 z 1]

Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach